Poradnik: jak zostałam cyfrową nomadką?

Czytasz: wyprowadziła się na koniec świata i pracuje zdalnie. Pierwsze skojarzenie: takiej to dobrze, w mojej pracy na etat to nie przejdzie, mi zostaje zwykły urlop. Zarządzam wiodącym polskim startup studio – Red Sky, piastując funkcję Chief Operating Officer (COO) i jestem w podróży od prawie 7 lat. Usiądź wygodnie: opowiem ci, jak to zrobiłam. Być może też tak możesz, tylko nie wiesz… jak?

Mój styl życia nie jest dziełem przypadku. To suma świadomych decyzji, które musiałam podjąć, aby zmienić swoją codzienność o 180 stopni. Jak stać się cyfrowym nomadem? Być może moje doświadczenia ci w tym pomogą.

Cyfrowy nomad. Kim właściwie jest i na czym polega te zjawisko?

Pochodzący z angielskiego termin cyfrowy nomad (ang. digital nomad) to osoba, która nie wiąże się z jedną konkretną lokalizacją. Nie czuje się związana ani miejscem zameldowania czy zamieszkania, ani – tym bardziej – miejscem świadczenia swojej pracy. W tym, nomen omen, miejscu warto dokonać rozróżnienia: czym różni się osoba, która pracuje zdalnie od cyfrowego nomada?

Dla cyfrowego nomada powrót do domu jest przerwą w podróży, dla osoby która chce wybrać się na workation, czyli wakacje z pracą, to wyjazd jest przerwą od mieszkania w swoim domu.

Zjawisko cyfrowego nomadyzmu szalenie zyskało na popularności od wybuchu pandemii COVID-19 w 2020 roku. Powodem był rozwój aplikacji pozwalających na pracę zdalną czy zmiana kultury organizacyjnej firm. Mimo że pisząc te słowa w 2023 roku, widzę że na wielu płaszczyznach świat wraca na swe dawne tory, jestem przekonana, iż tego trendu już się nie zatrzyma: jako ludzkość poczuliśmy wiatr w żagle. Ci, którzy się ośmielili, dalej będą szukać dystansu, dosłownie i w przenośni. Potwierdzają to badania: szacunkowo do 2035 roku cyfrowych nomadów może być nawet miliard. W tej kolosalnej sumie jest jednak jeden kluczowy haczyk: zdecydowana większość z nich to osoby, które dopasują pracę do stylu życia nomada. A więc będą freelancerami, ekspertami do wynajęcia, którzy nie muszą zrywać łańcuchów codziennej rzeczywistości, polanej sosem zobowiązań: statusów z zespołem, odpowiedzialności i zobowiązań za wyniki swoje i innych. W tym gronie – nie boję się tego sformułowania – czuję się wyjątkowa. Mam za sobą trudniejszy i odwrotny proces – musiałam dopasować moją “etatową” i odpowiedzialną rolę do nowego stylu życia.

Etat albo wolność? Jest trzecia opcja

Jak to się stało, że miłość do podróży zamieniłam w styl życia? Urodziłam się w Świnoujściu, a od czasów liceum jestem szczecińskim słoikiem. To tu dojrzewałam i to tu poszłam do szkoły wyższej. Studiowałam etnografię, dziennikarstwo i komunikację społeczną oraz turystykę kwalifikowaną.

Mimo że od zawsze miałam szerokie zainteresowania, a mityczna ciekawość świata zawsze była mi bliska, to imperatyw podróżowania musiałam u siebie zbudować sama. Studia bardzo mi w tym pomogły. Bardzo cenię sobie Dziennikarstwo i Komunikację Społeczną – dzięki tym studiom mam swobodę w formułowaniu swoich myśli. Ale to dzięki Turystyce i Etnografii zaczęłam regularnie podróżować.

Kiedy tylko wracałam z jednego wyjazdu, już zaczynałam myśleć o następnym. Głód, jak to zwykle z nim bywa, rósł w miarę jedzenia. Musiałam go jednak nieco stłumić. Wchodzenie w samodzielność miało dla mnie swoją cenę: trzeba było skupić się na tym, co tu i teraz. A więc zacząć pracować, zarabiać, kupić mieszkanie, rozwijać się, a podróże potraktować jako przyjemność majaczącą gdzieś tam na horyzoncie.

W marcu 2014 roku, jako totalna humanistka trafiłam do szczecińskiego start-up studio, czyli Red Sky (dla przypomnienia: zajmujemy się tworzeniem nowych start-upów, nierzadko od zera wymyślając ich biznes, wspierając je technologicznie, administracyjnie, prawnie czy marketingowo). Dołączyłam do zespołu HR i administracji. Szybko okazało się, że moje umiejętności można wykorzystać szerzej i że zostanę tu na dłużej. Ta wielowątkowa historia dość szybko dobrnęła do obecnego rozdziału. W styczniu 2020 roku zostałam CEOtej technologiczno-startupowej firmy w Szczecinie. Od 3 lat odpowiadam za wszystkie procesy w firmie razem z Arkiem Seńko (SEO Red Sky – przyp. red.)i wspieram naszego partnera – Tar Heel Capital Pathfinder. Brzmi jak patent na permanentne “jestem na spotkaniu”, obcasy oraz biurowy dzień świstaka od rana do wieczora, prawda? Właśnie. A ja tego nie chciałam.

Ilość ograniczeń, zawodowych bolączek, które w coachingowej nomenklaturze zwykło nazywać się wyzwaniami, wzmagało we mnie chęć powrotu do podróżowania. Czułam, że potrzebuję zmiany. Z jednej strony,praca, którą uwielbiam, z drugiej strony, dojmujące w mojej głowie przekonanie, że właśnie ta praca odbiera mi przestrzeń na to, co w życiu cenię sobie najbardziej, czyli wolność. Coś we mnie pękło. Stwierdziłam, że muszę to zmienić.

W ten oto sposób, od potrzeby i impulsu, zrodził się konkretny plan. Powiedziałam sobie: wyjeżdżam razem z mężem do Azji. Kiedy miałam już wizję, jak to ma wyglądać, udałam się do mojego szefa, aby wtajemniczyć go w całą tę rewolucję. Byłam przekonana, że otrzymam prostą alternatywę: zostajesz i będzie, jak jest, lub jedziesz i albo składasz wypowiedzenie, albo – w najlepszym wypadku – dostajesz bezpłatny, kilkumiesięczny urlop. Mój szef zaskoczył mnie, serwując mi opcję numer trzy: “Jedź, weź pracę ze sobą. Skoro dajesz radę tutaj, to dasz radę i tam”. To spotkanie zmieniło moje życie.

Zjechałam cały Wietnam na skuterze, nie biorąc ani dnia urlopu

Od spotkania z moim szefem minęło blisko 7 lat. Wiedząc, że mam zaufanie ze strony CEO Red Sky, czułam że nic mnie już nie powstrzyma. Świat mnie wzywa i ja ruszam go zobaczyć.

W grudniu 2016 roku ruszyłam do Azji. Miesiąc w Tajlandii, drugi miesiąc w Kambodży, 2 miesiące w Wietnamie. Łącznie cztery miesiące w krajach uznawanych za te trzeciego świata. Przez ten czas nie wzięłam ani jednego dnia urlopu. Nie byłabym sobą, gdybym nie utrudniła sobie tego zadania. Na przykład w Wietnamie kupiliśmy skutery, którymi każdego dnia przemieszczaliśmy się z miejsca do miejsca. Istne szaleństwo – do 6 godzin jazdy dziennie, później 8 godzin pracy. Ale ja tak lubię. Ten przyspieszony kurs logistyki, samozaparcia i przetrwania pokazał mi, że można. Pracować da się wszędzie i w każdych warunkach, trzeba je sobie po prostu wykreować.

Dalej było trochę łatwiej, kontynuowaliśmy z mężem podróż po Azji. Wzięłam w końcu 2 tygodnie urlopu na podróż po Myanmar. Po 8 miesiącach i zwiedzeniu w sumie 8 krajów, wróciłam do Szczecina. Co szczególnie mnie ucieszyło, szef powiedział: “To działa, firma nie poczuła różnicy”. Pomyślałam: great success!

Mimo to, na blisko rok zostałam w Polsce. Musiałam. Dogodne warunki do podróżowania wróciły w 2020 roku. Szybko podjęłąm decyzję, że wracam do stylu życia nomada, i to na na pełnej. Tym razemdo USA, podróżować klasycznym, amerkańskim, odnowionym kamperem, który stał się moim nowym domem. Zaczęłam zwiedzać, jednocześnie cały czas pracując. Niedługo będą 3 lata, gdy poza callami w pracy, za oknem częściej słyszę amerykański angielski niż szczeciński polski. Co 2 lub 3 miesiące przyjeżdżam do Polski, aby załatwić sprawy prywatne, pobyć trochę w biurze, zatęsknić za podróżami. Ale jestem już bardziej nomadką niż kimś, kto co jakiś czas wyjeżdża, aby popracować z podróży.

Te blisko 7 lat w trasie nauczyły mnie jednego: nie mam lepiej niż inni. Sama stworzyłam tę szansę i od fundamentów budowałam okoliczności, które umożliwiły mi zrealizować swój życiowy projekt. To trudne, wiem. Być może i ty się o tym przekonasz.

O czym powinien pamiętać cyforwy nomad, planując podróż?

  • Każdy wyjazd, nawet jeżeli to ma być pojechanie na all-inclusive w Egipcie bez brania urlopu, wymaga organizacji. Podróże uczą i wymuszają tego, aby nie zostawiać niczego przypadkowi, to jest dobre tylko u Kieślowskiego. Zacznij rozpisywać podróże jak projekty w pracy, my w Red Sky korzystamy z ClickUp – aplikacji do zarządzania projektami, która umożliwia kontrolę pracy, organizację kalendarza i wiele innych.
  • Zrób obfity research na temat miejsca, do którego się wybierasz, sprawdź, jakie są obostrzenia związane m. in. z COVID-19, poczytaj fora dyskusyjne czy grupy na Facebooku (obecnie na temat każdego kraju, jaki przychodzi mi do głowy, istnieje dedykowana grupa na Facebooku po polsku). Możesz odezwać się bezpośrednio do cyfrowych nomadów, którzy już tam są, zazwyczaj ci pomogą.
  • Must have dla cyfrowego nomada jest ubezpieczenie, najlepiej takie, które w swoim zakresie zawiera ochronę sprzętu elektronicznego i wszystkich innych wartościowych rzeczy, jakie masz ze sobą. Popularne i podstawowe ubezpieczenie podróżne może okazać się niewystarczające.
  • Korzystaj z serwisów do wyszukiwania tanich lotów. Kiedy zaczynałam swoją przygodę jako nomadka, korzystałam z fly4free.pl i tanie-loty.pl. Później odkryłam kiwi.com, bo ma spoko opcję tanich, łączonych lotów. Przez długi czas to dokąd polecę, determinowały właśnie budżetowe połączenia. Jednak odkąd podróżuję i pracuję, wiem dokąd chcę lecieć, znam głównie huby przesiadkowe i szukam lotów w usłudze Google Flights.
  • Używaj serwisów www, które pomogą Ci znaleźć optymalne miejsca postojowe. Ja mój kamper parkowałam za darmo m.in. dzięki: iOverlander, The Dyrt, Campendium, Vanly, Boondocking, Harvest Hosts.
  • Zadbaj o internet i VPN. Ja zawsze mam zapasowy telefon, kupuję miejscową kartę SIM. Przed podróżą sprawdź, jak wygląda kwestia wifi w danym kraju. Rzeczywistość może cię zaskoczyć. Dla przykładu: w Tajlandii publiczny internet jest o niebo lepszy niż w USA, a w Stanach Zjednoczonych gwarantowane, dobre wifi znajdziesz w centrach handlowych.
  • Zadbaj o prąd. Jeżeli będziesz poza hotelem, zainwestuj w generator prądu lub solary podręczne (w zależności od tego, jak podróżujesz).
  • Jeszcze przed ruszeniem w podróż zatroszcz się o właściwe miejsce do pracy. Zdjęcia na Instagramie ludzi z drinkiem, laptopem i zachodem słońca na plaży mają się nijak do rzeczywistości. Twoje miejsce pracy faktycznie musi być miejscem, w którym wytrwasz komfortowo 8 godzin. Nie zapominaj o swoich plecach i ergonomii. Nawet jeżeli przenosisz się na 2 miesiące do hotelu, zdobądź zdjęcia pokoju, które pozwolą ci zweryfikować, czy po dniu pracy nie będziesz potrzebować fizjoterapii.
  • Chcesz znaleźć darmowy nocleg na dłużej? W USA bardzo popularne są serwisy trustedhousitters.com i mindmyhouse.com. Dzięki nim, łączysz się z ludźmi którzy szukają kogoś, kto zaopiekuje się ich domem, w zamian za bezpłatny nocleg. Oczywiście, bardzo ważne jest zdobywanie pozytywnych recenzji – nikt nie wpuści na miesiąc do domu kogoś, kto nie ma żadnej rekomendacji. Last but not least – dogadaj z pracodawcą kwestię formy zatrudnienia i rezydencji podatkowej. Nie dla każdej firmy możesz pracować jako cyfrowy nomad.

Nomad, który nie zasypia na calle, czyli o strefach czasowych

Jednym z głównych wyzwań pracy z urlopu, z workation, czy rzeczywistości cyfrowego nomada jest organizacja dnia. Nierzadko determinuje ją strefa czasowa, w jakiej jesteś. Oto trzy przykładowe podejścia, bazujące na moich doświadczeniach.

  • Pracujesz wieczorami i popołudniami. Mój kierunek: Tajlandia

Różnica wynosi +6 godzin, Polska zaczyna biznesowy dzień o twojej 14:00. Oznacza to, że masz cały ranek i popołudnie do 14:00 dla siebie, a dzień pracy zaczyna się o 14:00 i kończy o 22:00

  • Pracujesz wcześnie rano. Mój kierunek: Colorado (USA)

Różnica to -8 godzin. Musisz nieco przestawić swój rytm dobowy. Ja nierzadko rozpoczynam pracę o 6:00 (14:00 w Polsce), do godziny 18:00 w Polsce jestem na maratonie spotkań, kiedy zespół i partnerzy biznesowi jeszcze są dostępni. Następne 4 godziny to moja praca indywidualna, rzeczy kreatywne. Nikt mi wtedy nie przerywa, bo wszyscy w Polsce już skończyli pracę. Komputer zamykam o 14:00 (22:00 w Polsce), a resztę dnia i wieczór mam dla siebie. Chociaż nie jest to normą, w czasie kiedy miałam bardzo dużo spotkań – piątki to był czas kiedy byłam online przez cały dzień roboczy w Polsce, nawet jeżeli oznaczało to dla mnie “nockę przy kompie”

  • Pracujesz mniej więcej jak w Polsce

Dobra informacja zarówno dla śpiochów i osób, które nie chcą spędzać wieczorów, pracując według polskiego czasu. Krajów z piękną pogodą i przyzwoitymi warunkami dla cyfrowych nomadów, położonych na południe od Polski, jest wiele. Oto kilka z nich: Wyspy Kanaryjskie (-1 godzina), Namibia (+1 godzina), Madagaskar (+2 godziny), Turcja (+2 godziny).

Cyfrowy nomad w pracy. Jak zmienić słabość w siłę?

Problemy z logistyką, dające popalić różnice stref czasowych czy zwykłe zmęczenie podróżą – to tylko kilka, pierwszych z brzegu czynników, mogących odbić się na naszej wydajności w pracy. Ale wcale nie musi tak być. z założenia, że nikt mnie do tego nie zmusił. Codziennie podejmuję decyzję, że chcę tak żyć i zawsze mogę to zmienić. Jest ciężko i cudownie zarazem. Wiedząc to, mam podwójną motywację, aby być jeszcze efektywniejszą.

Oto moje best practices, jak być lepszą/lepszym w pracy:

  • Dbaj o jak najlepszą komunikację z zespołem. Bądź na bieżąco. Spotykaj się nawet na 5-minutowe, krótkie statusy.
  • Pracuj na aplikacjach do zarządzania taskami, do jakościowej komunikacji oraz automatyzuj jak najwięcej projektów. Polecam Slacka oraz wcześniej wspomnianego ClickUp-a.
  • Planuj swój każdy dzień tak, aby wykorzystać go maksymalnie efektywnie. Przy amerykańskiej różnicy czasu dzielę go na pół. Pierwsza połowa, która pokrywa się z godzinami pracy w Polsce, to spotkania. A druga połowa to praca indywidualna.
  • Nie popadaj w myślenie: skoro nie ma mnie w biurze, muszę pokazać, że zasuwam na 200 procent. W ten sposób szybko się wypalisz, zmęczysz i nie docenisz tego, gdzie fizycznie jesteś. Rób przerwy, kiedy świeci słońce, ja regularnie wychodzę na spacery z moimi trzema psami zaadoptowanymi w Polsce i USA.
  • Proś innych o feedback, częściej niż zwykle, zwłaszcza jeżeli zarządzasz zespołem.
  • Staraj się wykorzystać umiejętności, które nabywasz dzięki nomadyzmowi. Mnie mój styl życia ukształtował jako świetnego organizatora, który antycypuje problemy! Dlatego, kiedy ktoś pisze: “jest problem, Roksana”, myślę sobie: to nie jest problem, zaraz to załatwię, potrzymaj mi kawę…albo kokosa!

Powodzenia!

Roksana Kozaryna